Recenzja gry Aliens vs Predator

Autor: Paweł "damage" Pożoga, 18 Luty 2010, 23:23

78%

Oczekiwania wobec nowego Alien vs Predator były wielkie. Nic dziwnego – poprzednie części były niesamowicie grywalne i wręcz kipiały klimatem. Najnowsza produkcja spod znaku Obcego jest wyraźnie słabsza od poprzednich odsłon Alien vs Predator, ale nadal potrafi przykuć do monitora i oczarować rozgrywką.

Do wyboru mamy trzy osobne kampanie. Możemy zagrać Obcym, Predatorem lub Marine. Każdą z kampanii możemy przechodzić po trochu. Gdy znudzi się nam rozgrywka jedną rasą możemy po skończonej misji przeskoczyć na inną kampanię. Przejście każdej z nich zajmie nam około 4 godzin na normalnym poziomie trudności. Nie jest to może oszałamiająca ilość, ale patrząc na przykład na serię Call of Duty, to i tak dość dużo. Zalecam mimo wszystko rozpoczęcie gry na hardzie, szczególnie w przypadku kampanii Marine – rozgrywka się na pewno wydłuży, a sama gra nabierze trochę smaku.

Każdą grę z serii Aliens vs Predator zaczynałem od kampanii Marine, więc i tutaj nie robiłem wyjątku i postanowiłem najpierw sprawdzić jak spisuje się nasz żołnierz. Kampanię otwiera krótki przerywnik filmowy, w którym lądujemy na jednej z ludzkich kolonii. W między czasie tracimy przytomność, aby za jakiś czas odzyskać ją w zniszczonej i pełnej Obcych bazie. Dookoła leżą trupy, a z głośników naszego hełmu dociera do nas kobiecy głos „Rookie, you read me?”. Dowiadujemy się przy okazji, że w całej bazie wysiadł prąd. Włączamy więc latarkę, wykrywacz ruchu i od razu czujemy się jak w domu. Jest mrocznie, ponuro i strasznie. Czyli tak jak w Aliens vs Predator być powinno. Do tego każde pojedyncze „pik” naszego detektora podnosi nam ciśnienie o kilka stopni. Nie wiadomo czy właśnie Obcy nie siedzi nam na karku, czy może nasz wykrywacz ruchu wariuje przez kołyszący się gdzieś kabel.

Dużą zaletą gry jest jej oprawa audio-wizualna, która wspaniale potęguje klimat rozgrywki. Grafika nie stoi może na poziomie Crysisa, ale Aliens vs Predator nadrabia niedociągnięcia rewelacyjną, dynamiczną grą świateł. Obcy w świetle naszej latarki czy flary wyglądają wprost obłędnie. Gra światło-cieni jest tak dobra, że jesteśmy skłonni przymknąć oko na drobne niedociągnięcia jak np. miejscami rozmyte tekstury czy kanciaste detale obiektów. Warto tu dodać, że nasza latarka świeci wyjątkowo słabo (ma daleki zasięg, ale bardzo wąski strumień światła) i objęcie Obcego jej promieniem jest trudne. Poza tym te skurczybyki mają wrodzoną tendencję do uciekania przed źródłem światła. Nie raz zdarzyło mi się podskoczyć w fotelu, gdy spotkałem się z Obcym twarzą w twarz, właśnie dlatego, że nie doświetliłem go w porę i nie ubiłem zanim się do mnie zbliżył. Mimo, że Obcy poruszają się trochę wolniej niż w poprzednich częściach, są zdecydowanie mądrzejsi i biegają częściej po suficie niż podłodze. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. W ferworze walki można nawet nie zauważyć jak jakiś ksenomorf zachodzi nas od tyłu. Widok Obcych naprawdę przeraża. Są idealnie odwzorowani, a ich animacja jest po prostu świetna. Odgłosy Obcych również stoją na bardzo wysokim poziomie, podobnie jak dźwięki otoczenia. Muzyka włącza się tylko czasami, aby spotęgować napięcie np. w momencie walki. Częściej będziemy słuchali trzasków silników, syku lamp czy szumu elektronicznych urządzeń. Mi bardzo przypada to do gustu. Jest filmowo.

Klimat w kampanii Marine rzeczywiście oddany jest świetnie, ale... No właśnie. I tutaj muszę niestety trochę ponarzekać. Niestety nie we wszystkich etapach kampanii jest tak fajnie. Autorzy wyraźnie chcieli zróżnicować kolejne poziomy jakie przyjdzie nam zwiedzać i pośród rewelacyjnych baz wojskowych, kopalni czy gniazda Obcych znajdziemy na przykład bardzo brzydką dżunglę, którą będziemy przemierzać w dodatku w środku dnia. Czar Obcego pęka w tym etapie niczym bańka mydlana. Nie czujemy się już osaczeni. Widzimy Obcych jak na dłoni i nic nie jest w stanie nas zaskoczyć. Strach gdzieś nagle znika i zaczynamy skupiać się na rozwałce niż dbaniu o własne życie. Do tego pojawiają się jakieś szare, płochliwe ksenomorfy plujące kwasem co wzbudza u nas raczej śmiech niż przerażenie. Zdarza nam się też toczyć irytujące walki z androidami. Irytujące bardzo, bo w grze nie ma żadnego cover systemu. O ile w przypadku strzelania do Obcych nawet tego nie zauważamy, bo nasz żołnierz przez cały czas jest w ruchu, tak podczas walk z robotami giniemy bardzo szybko, bo nie mamy jak się schować i cały czas przyjmujemy na siebie kolejne kule. Do tego roboty są bardzo odporne i trzeba władować w nie sporą ilość ołowiu, aby padły. Trochę rozczarowują również walki z „bosami” jak np. zabicie królowej czy pojedynek z Predatorem. Do tego wszystkiego dochodzi także mała ilość broni (zaledwie sześć) i mocno średnia fabuła. Można ją streścić w kilku zdaniach. Zła korporacja robiła eksperymenty na Obcych i nagle projekt wymknął się jej spod kontroli. Przy okazji ludzie zbezcześcili świątynię Predatorów i teraz mają problem również z łowcą. Ktoś musi ogarnąć cały bałagan. W kampanii Marine będziemy właśnie tym, który ten cały śmietnik będzie musiał posprzątać.

Problemu z wykonywaniem misji mieć nie będziemy, bo przez całą grę komunikuje się z nami kobieta o imieniu Tekila, którą wydaje nam kolejne polecenia. Same zadania jakie mamy wykonać są mocno średnie – przywrócić zasilanie, zresetować serwer, itp. Żadnych łamigłówek, zero myślenia. Do celu zawsze prowadzeni jesteśmy za rączkę i praktycznie nie możemy się zgubić. Nawet nie da się rozejrzeć swobodnie bo bazie, bo prawie wszystkie pomieszczenia są pozamykane, a jedyna droga którą możemy podążać prowadzi zawsze prosto do celu. Niektóre poziomy są na prawdę świetne, tym bardziej boli, że gracze mają bardzo ograniczoną swobodę ich eksploracji.

Mimo wszystko gra żołnierzem dostarcza sporo frajdy. Kampania momentami potrafi zirytować, ale przez większą część gry jest po prostu dobrze. Uczucie strachu i klaustrofobii, szybsze bicie serca w rytm naszego detektora ruchu i Obcy czający się w mroku - to naprawdę mocne atuty kampanii Marine. Gdyby nie kilka potknięć i marnych pomysłów jakie zaserwowali nam autorzy gry, mogłoby być dużo lepiej.

Na podobnym do kampanii Marine poziomie jest też utrzymana kampania Obcego. Fabuła jest taka dla wszystkich trzech ras, ale obserwowana z trzech różnych ujęć. W kampanii ksenomorfa będziemy wykonywali rozkazy królowej i doprowadzimy do całego bałaganu, który będzie musiał posprzątać Marine. Granie Obcym to zupełnie inne doświadczenie niż gra człowiekiem. Po pierwsze Obcy potrafi widzieć w ciemnościach. Alien niszczy więc każde źródło światła w którym jest widoczny. Mrok jest jego sprzymierzeńcem i to naprawdę czuć. Do tego ksenomorf potrafi chodzić po ścianach, skakać na kilka metrów i biegać najszybciej ze wszystkich ras. Warto też wspomnieć o trybie Focus Mode Obcego, w którym podświetleni są wszyscy przeciwnicy i włazy do tuneli. Bardzo przyspiesza to eksplorację poziomów i podnosi dynamikę rozgrywki. Oczywiście możemy walczyć tylko w zwarciu, więc cała rozgrywka polega na bezszelestnym dopadnięciu ofiary. Możemy używać dwóch rodzajów ataków – słabego i mocnego, czyli albo drapać pazurami albo siekać ogonem. Największą frajdę sprawia jednak ciche zabójstwo, które wykonujemy po zajściu naszej ofiary od tyłu lub gdy przewrócimy ją na ziemię. Animacje wyglądają niesamowicie – przebijanie ogonem, wygryzanie czaszki. Fajna sprawa. Niestety gdy wykonujemy ciche zabójstwo jesteśmy kompletnie wystawieni na atak. Podczas gdy nasz ksenomorf zajmuje się wykonywaniem egzekucji, inni Marine mogą nas w momencie zastrzelić. Czasami wolałem kogoś zwyczajnie pociąć pazurami, żeby zaoszczędzić czasu i uciec zanim zbiegną się inni żołnierze.

Zabawa Obcym jest bardzo ciekawa, ale kampania ksenomorfa również nie ustrzegła się wad. Po pewnym czasie rozgrywka staje się dość monotonna i schematyczna, a ciche zabójstwa oglądane po raz setny przestają już tak bawić jak na początku. Gra Obcym nie jest też w żadnym calu mniej liniowa niż gra żołnierzem. Przez cały czas wykonujemy polecenia królowej roju, która komunikuje się z nami telepatycznie i lecimy jak po sznurku od jednego punktu do drugiego. Ciekawe jest też to, że królowa jest nad wyraz inteligentną bestią. Wie na przykład który przełącznik musimy włączyć, aby otworzyć drzwi. Wszystko podane jest na tacy. W poprzednich odsłonach Aliens vs Predator granie Obcym wymagało trochę kombinowania. Cóż, widać autorzy zdecydowali się nie angażować w rozgrywkę naszego intelektu w trzeciej części gry. 

Najbardziej nietypowa jest chyba rozgrywka Predatorem. Predator jest zdecydowanie najsilniejszą postacią z gry, wyposażoną w masę różnych zabawek. Ma trzy tryby widzenia, kamuflaż (nie działa na Obcych), kilka nieźle zaprojektowanych broni i gadżetów. Możemy używać sterowanego dysku, włóczni, działka, min. Ludzi zwabiamy w pułapki nagrywając ich głos i wskazując miejsce, w którym ma być odtworzony. To tego możemy wykonywać dalekie skoki na drzewa czy dachy budynków. To, co urzekło mnie w grze Predatorem to ciche zabójstwa. Łowca wyrywa ludziom głowy razem z kręgosłupem, przebija na wylot swoimi ostrzami, podrzyna gardła. Obcych łamie na kolanach. Aż miło popatrzeć. Rozgrywka Predatorem przypomina nieustanne polowanie. Na początku jest ciekawie. Później zaczyna się robić nudno. Predator jest za silny i w pewnym momencie przestajemy angażować się w rozgrywkę. Dopiero na hardzie gra łowcą ma sens. Marines przestają zachowywać się jak głupki, a Obcy nie padają od naszych ciosów jak muchy. Wiele do życzenia pozostawia też mechanizm wykonywania dalekich skoków. Działa nieprecyzyjnie i czasami nie da się gdzieś wskoczyć, mimo że wydaje nam się, że powinno się dać. Szczególnie uciążliwe jest to w trybie multiplayer, kiedy okazuje się, że tracimy bezowocnie czas na znalezienie miejsca skoku podczas, gdy ktoś pruje w nas ołowiem.

Sam multiplayer to zupełnie inna bajka. Można grać w jednym z siedmiu trybów: Death Match, Species Team DM, Predator Hunt, , Infestation, Mixed Species DM, Domination i Survivor. Mnie do gustu przypadł tradycyjnie tryb deathmatch. Rasy są zbalansowane dość dobrze, a więc rozgrywka przez cały czas jest wyrównana i nie zależy od wyboru rasy tylko umiejętności graczy. Gra jest dynamiczna i ciekawa – każdą rasą gra się inaczej, każda ma swoje mocne i słabe strony, z każdym przeciwnikiem walczy się w inny sposób. Bardzo ciekawy jest też tryb Infestation. Jedna osoba wciela się w nim w Obcego, reszta w żołnierzy. Upolowani przez ksenomorfa Marine zmieniają się w Obcego. Rozgrywka trwa do momentu, w którym na polu bitwy zostanie ostatni żołnierz. Jeśli przetrwa on 30 sekund wygrywa grę. Jeśli dopadną go Obcy – wykrywają oni.

Ocena nowego dzieła Rebellion nie jest łatwa. Z jednej strony mamy świetnie wyważony multiplayer, trzy całkiem niezłe kampanie, w które gra się zupełnie inaczej, klimatyczne wstawki filmowe i nieźle zaprojektowane lokacje. Z drugiej, niestety, sporo niedociągnięć i liniową do bólu rozgrywkę. Do tego dochodzi jeszcze słaba fabuła i mało zróżnicowane misje. Przyznam, że po trzeciej części Obcego spodziewałem się więcej i miałem prawo wymagać więcej. Poprzednie odsłony gry były rewelacyjne pod każdym względem. Szkoda, że ekipa z Rebellion nie przyłożyła się bardziej do nowej części Obcego. Nowy Aliens vs Predator jest grą dobrą, a przecież to mógł być hit.

Komentarze do tego artykułu ():

Logowanie przez Facebooka Aby dodać komentarz musisz się zalogować!
Możesz zrobić to również poprzez Facebooka.

Podstawowe informacje:

Producent: Rebellion
Wydawca: SEGA
Dystrybutor: CD Projekt

16 lutego 2010
19 lutego 2010

Galeria produkcji:
Najnowsze Recenzje:
  1. Need for Speed: The Run
    Grudzień 2011
  2. Batman: Arkham City
    Grudzień 2011
  3. Garshasp
    Grudzień 2011
  4. Might & Magic: Heroes VI
    Listopad 2011
  5. Family Farm
    Listopad 2011