szukaj w: Portal Forum
wyszukiwanie zaawansowane
zaloguj się do GAMERiddles.com:
|
Dzisiaj wyjątkowo nie będziemy się skupiać na żadnej konkretnej grze. Bliżej przyjrzymy się temu jak w dany program gramy, jak do niego zasiadamy. Jakie elementy wspomagają odbiór danego programu? Co dodatkowo wpływa na radość płynącą z grania? Otóż kochani – miejsce w jakim tego dokonujemy. Nasze prywatne, silnie spersonalizowane pod kątem gier, prywatne sanktuarium odbioru. Multimedialny azyl łączący nas z ukochanym, wirtualnym światem. Zapraszam! Mamy zamiar obejrzeć dobry film z dziewczyną i dodać do tego klimatyczną oprawę? Dbamy o odpowiedni nastrój, wykwintną kolację, wygodną kanapę i romantyczne oświetlenie, by na końcu uzmysłowić jej, że zaprosiliśmy ją „do kina”, a nie koniecznie na film:) Może wspólnie z kumplami zamierzamy oddać się emocjom związanym z długo oczekiwanym kluczowym meczem? Sytuacja podobna jak wcześniej (no, może z wyjątkiem romantycznej oprawy). Brony, zagrycha, wygodne fotele oraz decybele odpalane z japy rozsadzające telewizor w przypadku gola. Na koniec satysfakcja z przeżycia ważnego dla nas wydarzenia wspólnie z braćmi, którzy nam towarzyszyli (nie mam tu akurat na myśli specjalnie polskiej piłki:) Integracja murowana. Impreza? No baa! Odpowiedni zapas „baterii”, z głową dobrana banda wariatów, płeć przeciwna w zestawieniu min. 5:1, muzyka nakręcająca całość i kwestia kluczowa – dzień następny wolny od pracy/szkoły/uczelni:) Trochę się rozpisałem, lecz nie bezpodstawnie. Przełóżmy sobie to wszystko - na to czym zajmujemy się na co dzień przede wszystkim, kładąc nacisk na wygląd otoczenia monitora niż to co on wyświetla.
Kiedyś gdy ROJO dostęp do kompa miał tylko u swojego dziadka, więc gdy zabawa w gry była mu dawkowana i należała do rzadkości – po przybyciu na miejsce interesowało go tylko aby uciec od świata realnego. Zgrabny ruch palcem i teleport zostawał odpalony. Immersja dopełniała dzieła porywając jego umysł do świata „nuklearnego księcia”, kolejnego poziomu lochów lub konfliktu zbrojnego ogarniętego „czerwonym alarmem”. Z biegiem lat Wasz felietonista miał już swojego „blaszaka” wyrobiony gust i zestaw ulubionych pozycji (gier:) Zaczął ze zwykłego stanowiska komputerowego robić pomieszczenie absolutnie nie przypominające miejsca do pracy w Wordzie lub Paincie. Powoli każdy kto go odwiedzał – widział, że tu mieszka gracz. Gracz przez duże Grrrrr:) |
Najnowsza Publicystyka:
|
Komentarze do tego artykułu ():
Możesz zrobić to również poprzez Facebooka.