szukaj w: Portal Forum
wyszukiwanie zaawansowane
zaloguj się do GAMERiddles.com:
|
Mam dla Was zagadkę, co to jest: coś na co często grając nie zwracamy uwagi, a jest tak samo ważne w tworzeniu klimatu danej produkcji jak chociażby oprawa graficzna? Oczywiście muzyka. Zagnieżdża się ona w naszej podświadomości i w znaczący sposób wpływa na odbiór całego tytułu. Poniżej znajdziecie przegląd kompozytorów, których utwory do dzisiaj pozostawiły echo w mych uszach. Zapraszam! Jeremy Soule
Ten urodzony w stanie Iowa Amerykanin jest bezsprzecznie mym ulubieńcem. Na jego nazwisko natknąłem się po raz pierwszy przy okazji zainteresowania się soundtrackiem z „Guild Wars”. Skomponował ok. 40 różnych, ale zachowanych w jednym klimacie utworów wyłącznie na premierę tej gry, a wraz z jej rozwojem dodawał kolejne, niemniej unikatowe. Jeśli ktoś pamięta świetną ścieżkę dźwiękową ze „Star Wars: Knights of the Old Republic” – stał za nią Jeremy, jeśli ktoś miło wspomina muzykę z „Morrowinda” czy „Obliviona” – to też był Jeremy, jeśli ktoś do dzisiaj nuci melodie zasłyszane w produkcjach ze stajni „Gas Powered Games” – niech dziękuje Jeremiemu. Gość ma swój własny, dosyć silny styl z dominującymi instrumentami smyczkowymi. Mnie jego kawałki porywają praktycznie zawsze i przenoszą do światów, o których „opowiadają”. Czym nasz mistrz zajmuje się aktualnie? Ano urobiony jest po pachy kolejnymi tytułami, a już stosunkowo niedługo usłyszymy go w „Skyrimie” i „Guild Warsie 2”. Jesper Kyd
Kolejny naprawdę ambitny kompozytor. Pochodzi z Danii i zajmuje się tworzeniem muzyki do gier i filmów. O ile to ostatnie raczej go nie rozsławiło, o tyle w światku growym jest rozpoznawalny. To on stoi za soundtrackami do serii „Hitman” i „Assassin’s Creed”. Osobiście zachwycił mnie przy okazji odgrywania przygód Ezia. Powolne, melancholijne utwory przeplatały się tam z dynamicznymi. Przy okazji „Brotherhood” mogliśmy usłyszeć jeszcze tajemnicze, wprowadzające uczucie niepokoju kawałki. Kyd nie tworzy wyłącznie muzyki symfonicznej. Jego dzieła obfitują w akustyczne i elektryczne gitarowe granie, a rytmiczność osiąga często dzięki różnego rodzaju rytualnym bębnom.
Jeff van DyckTen Pan zjednał mnie sobie już lata temu. Obecność jego muzyki w „Rome: Total War” na pewno wyszła tej grze na dobre. Świetne batalistyczne kompozycje zagrzewały do walki, a spokojniejsze brzmienie na mapie kampanii pozwalało odpocząć i się zrelaksować. Jego wielki powrót w drugim „Shogunie" można spokojnie zaliczyć do udanych. Wykorzystał tradycyjną japońską muzykę i stworzył naprawdę nieziemskie utwory. Richard BeddowCreative Assembly ponownie udowodniło, że umie dobierać kompozytorów do swych gier. Richard sprawił, że zakrojone na szeroką skalę osiemnastowieczne podboje w „Empire: Total War" mogą mieć jeszcze bardziej epicki wydźwięk. Jako szef zespołu tworzącego muzykę do „Napoleona" postarał się, żeby gracze poczuli się jak sam „Mały kapral”, bądź jego niemniej dzielni adwersarze. Jason Graves
„Dead Space” „straszył” głównie wyskakującymi znienacka potworami. Ani to przesadnie straszne ani wysublimowane. Cenię obie części tej gry za coś trochę innego. Podoba mi się ten ciężki klimat, który w 90% tworzy muzyka Jasona Gravesa. To właśnie jego kompozycje sprawiały, że gracz odczuwał dyskomfort. Nieraz sprawił, że mój zmysł słuchu oszukał zmysł wzroku. Nagły „wybuch” niepokojących dźwięków kazał mi spodziewać się czegoś silnego i strasznego, co zaraz skończy żywot kierowanego przeze mnie bohatera. Po wpakowaniu serii w „monstrum” okazywało się natomiast, że to jeden z najsłabszych przeciwników. Paweł Błaszczak |
Najnowsza Publicystyka:
|
Komentarze do tego artykułu ():
Możesz zrobić to również poprzez Facebooka.